Nie pozostawiła po sobie słów, które mogłyby nas poprowadzić. Nie ma wywiadów, nie ma notatek – pozostały jedynie prace i pamięć kilku przyjaciół. Liliana Mikołajewska-Jansen zmarła tragicznie w wieku, gdy większość artystów dopiero rozpoczyna swoją drogę. Po czterdziestu latach jej dorobek, ukrywany w prywatnych zbiorach, wraca do szerokiej publiczności. 19 września Fundacja Arton w Warszawie zaprezentuje wystawę „Wyrosłe w miłości”, przywracając pamięć o artystce, której sztuka prowokuje do pytań i nowych interpretacji.
To pierwsza prezentacja od czasu ekspozycji w CBWA Zachęta i w Muzeum Sztuki w Łodzi w 1984 roku. Wówczas wydawało się, że otwierają one drogę do dalszej obecności w obiegu sztuki Liliany Mikołajewskiej. Potem zapadła cisza.
Sztuka zamiast biografii
Życie Liliany Mikołajewskiej było krótkie i pełne dramatycznych zwrotów. Wczesne małżeństwo, przerwane studia w warszawskiej ASP i wyjazd do Belgii w 1975 roku otworzyły nowy etap jej twórczej drogi. Tam podejmowała kolejne studia artystyczne – w Antwerpii, Berchem i Gandawie – aż do ich ukończenia w 1980 roku. Rok później zginęła w wypadku samochodowym.
Nie ma dokumentów, które pozwoliłyby zrekonstruować jej intencje. Nie żyją także bliscy, którzy mogliby dopowiedzieć szczegóły. Pozostaje więc sztuka – obrazy, grafiki, rysunki i kolaże – konsekwentnie rozwijane i przechowywane w warszawskim mieszkaniu jej matki.

Liliana Mikołajewska-Jansen, Bez tytułu, 1978, akryl na płycie, dzięki uprzejmości rodziny artystki
Enigmatyczne formy i intymność codzienności
Twórczość Mikołajewskiej balansuje między abstrakcją a intymnością. Jej kompozycje budowane są ze zwielokrotnionych kształtów – przypominających chmury, sylwetki postaci, owady czy ludzkie serca. Niektóre prace przykrywała cienką warstwą przezroczystej taśmy, jakby chciała chronić to, co zapisała wcześniej. Kilka z rysunków opatrzyła tytułem „Pismo runiczne”, sugerując, że mogą być formą ukrytej narracji, kodu czekającego na odczytanie.
Artystka płynnie przechodziła między mediami – od malarstwa po kolaż, od papieru po przedmioty codzienności. Multiplikowane formy przenosiła na obiekty: łóżka, dywany, siedziska. To gest, który wskazuje na przenikanie sztuki i życia, na zespolenie twórczości z codzienną egzystencją.
W pewnym momencie zmieniła język – zaczęła dodawać do swoich rysunków teksty. Jeden z nich nosił tytuł „Depresja ma swoje dobre strony”. Ten enigmatyczny zapis pozostawia widza w zawieszeniu: w świecie pytań bez odpowiedzi, w kręgu domysłów, które nigdy nie znajdą pełnego potwierdzenia.

Liliana Mikołajewska-Jansen, Bez tytułu, 1979, kolaż, ołówek, taśma, papier, dzięki uprzejmości rodziny artystki
Powrót, który rodzi pytania
Dzisiejsza wystawa w Fundacji Arton nie daje gotowych interpretacji. Zamiast tego otwiera przestrzeń do refleksji nad tym, jak można budować herstorie artystek, których życie przerwane zostało zbyt wcześnie. Co dziś mogą nam dać prace Mikołajewskiej? Jakie znaczenia nabierają po czterdziestu latach ciszy?
Jej twórczość pozostaje fragmentaryczna, enigmatyczna, ale jednocześnie pełna emocji. Być może właśnie w tym tkwi jej siła – w niedopowiedzeniu, które każe widzowi samemu szukać odpowiedzi.

Wystawa 19.09 – 19.10.2025: Wyrosłe w miłości. Liliana Mikołajewska-Jansen
Fundacja Arton, ul. Foksal 11/4, Warszawa
Wernisaż: 19 września 2025, godz. 19:00