Na Jeżycach w Poznaniu powstało miejsce, którego nazwa od razu ustawia ton opowieści. Tonari znaczy „sąsiad” i właśnie taka ma być ta niewielka restauracja: domowa, bliska, trochę ciasna w najlepszym sensie, sprzyjająca spotkaniom. Za koncept odpowiadają Jakub Tepper i Min, którzy chcieli przenieść gości do Japonii lat 80. – zwyczajnej, autentycznej, bez estetycznych skrótów i bez popularnych filtrów w rodzaju japandi. Projekt wnętrz przygotowała Maja Uzarowicz z pracowni Studio Uzarowicz. Architektka potraktowała lokal jak scenografię codzienności z okresu Showa: z ciemnym drewnem, matami tatami, charakterystycznymi tapetami, przytłumionym światłem i detalami, które mają smak wspomnień, a nie retro wprost z katalogu.

Neonostalgiczna podróż w czasie

Niepozorny szyld na jednej z jeżyckich kamienic prowadzi do wnętrza, które od pierwszego kroku zmienia tempo i perspektywę. Tonari nie udaje Japonii – raczej przywołuje ją w sposób czuły i nieoczywisty. Studio Uzarowicz odwołało się do nurtu neonostalgic, czyli projektowania opartego na tęsknocie za konkretną atmosferą, zapachem, obrazem z przeszłości. To nie jest klasyczne „retro”, lecz próba odbudowania wrażeń: miękkich jak światło lamp, lekko przygaszonych jak barwy starych fotografii, znajomych nawet wtedy, gdy pochodzą z innego kraju.

Zamiast dekoracyjnej egzotyki pojawia się tu codzienność: ciemne drewno prowadzi wzrok po ścianach i meblach, tapety przypominają te z japońskich mieszkań, a światło nie rozprasza – bardziej otula. Wnętrze działa jak mała kapsuła czasu, w której można usiąść i po prostu być, bez konieczności odgrywania roli turysty.

Strefy, które ustawiają rytm

Układ lokalu zaplanowano tak, by każdy mógł znaleźć własny sposób bycia w tej przestrzeni. Są więc klasyczne stoliki dla tych, którzy przychodzą na spokojny posiłek, bar pozwalający zjeść w pojedynkę oraz wysoki bar sprzyjający rozmowie z barmanem i obserwacji życia lokalu z pierwszego rzędu. Jest też kącik książkowo-prasowy z japońskimi komiksami i aktualnymi wydaniami czasopism wybieranych przez właścicieli – drobny gest, który nie jest dekoracją, tylko częścią codziennego rytuału.

Przeczytaj też:  Mieszkanie z marzeń w sercu Wrocławia - projekt Lessness Studio

Najbardziej kameralną częścią Tonari pozostaje strefa „bez butów” – z matami tatami i siedzeniem na podłodze. To ukłon w stronę domowej Japonii, gdzie wspólne jedzenie rządzi się inną ergonomią i inną bliskością. Ta strefa nie jest atrakcją, lecz naturalnym dopełnieniem narracji o sąsiedztwie: o byciu razem trochę bliżej niż zwykle.

Bar jak domowa kuchnia

Centralnym punktem lokalu jest bar – zaprojektowany tak, by przypominał japońską kuchnię z epoki Showa. Jego bryła, obłożona dużą mozaiką w charakterystycznym miętowym kolorze, została uzupełniona o schowki i półki wypełnione piętrzącymi się japońskimi naczyniami. To serce miejsca, które nie udaje profesjonalnej stacji gastronomicznej, tylko kuchnię, w której zawsze coś się dzieje.

Wrażenie domowości budują również sprzęty i dodatki w stylu retro oraz plakaty i bibeloty przywiezione w całości z Japonii. Ich obecność przywołuje skojarzenia z „Mój sąsiad Totoro” czy serialem „Makanai: W kuchni domu maiko” – opowieściami ciepłymi, zwyczajnymi, zanurzonymi w codzienności. W Tonari nie chodzi o efekt „wow”, ale o spokojne wejście w klimat, który zostaje z gościem na dłużej.

Tonari jest opowieścią o sąsiedztwie rozumianym dosłownie i metaforycznie: o małej przestrzeni, która zbliża ludzi, i o Japonii pokazanej w zwyczajnym, niepodkręconym świetle. Studio Uzarowicz stworzyło wnętrze, które nie stylizuje, tylko przenosi – w czas, w atmosferę, w rytm życia sprzed kilku dekad. Ciemne drewno, tatami, miętowy bar i przedmioty z epoki układają się w spójną, neonostalgiczną scenografię. To miejsce, gdzie nostalgia nie jest dekoracją, lecz sposobem przeżywania przestrzeni – takiej, do której chce się wracać jak do dobrego sąsiedztwa.

Projekt: Studio Uzarowicz

Foto: Agencja Addbox