W Kołobrzegu otworzyła się Syrenka – restauracja, w której zapach domowego jedzenia spotyka się z architekturą czułości. Gdy do projekttantów z Projektive Studio przyszła pani Małgosia, opowiedziała o kompotach z letnich owoców, parze unoszącej się znad miski pierogów, o krzątaninie w kuchni u babci. Z tych obrazów powstała przestrzeń, która nie onieśmiela, tylko otula – jak koc pachnący lawendą. Syrenka to wnętrze, w którym jedzenie, właścicielka i miejsce dopełniają się nawzajem: konsekwentne w detalu, autentyczne w emocji.
Materiał, który pamięta. Światło, które prowadzi
Narrację Syrenki otwiera posadzka – oryginalne lastryko z kokolitami, o które zespół „walczył”, by ocalić pamięć adresu. Ten mineralny patchwork prowadzi wzrok i ruch, spina strefy i łagodzi przejścia. Na nim rozkłada się rytm mebli, a powyżej pracuje światło: dużo światła dziennego, uzupełnionego akcentami sztucznego – z polskim designem na czele, jak lampa od Pani Jurek, która wprowadza barwę i miękki połysk. Kolorystyka jest pogodna i bezpretensjonalna; dominuje ciepło, które składa się z drobnych tonów, przenikających się jak wspomnienia.
Układ funkcjonalny podporządkowano scenariuszom codzienności: jest długi stół na rodzinne świętowania, miejsca dla przyjaciółek „na obiad po plaży”, kameralne nisze na rozmowę przy herbacie. Przepływ między wejściem, salą i zapleczem kuchennym zaprojektowano tak, by goście poruszali się intuicyjnie, a obsługa – sprawnie. Architektura służy tu rytuałom: spotkać się, usiąść, poczekać, spróbować – bez pośpiechu.
Detal jako język gościnności
Syrenka nie epatuje dekoracją – klimat tworzą detale i ludzie. Miękkie tkaniny łagodzą akustykę, ciepłe drewno ociepla dotyk, a ceramiczne i szklane akcenty odbijają światło jak tafla wody. Kolor pojawia się tam, gdzie opowiada historię: w przełamaniu rytmu, w obramowaniu baru, w prześwicie między stolikami. To wnętrze dawnych tonów i nowego początku – miejsce, w którym pamięć i teraźniejszość współpracują jak dwie dłonie przy stole.
Szczególną rolę gra łazienka – pomyślana nie tylko funkcjonalnie, ale i scenograficznie. Granat, zieleń, złoto, subtelny połysk i lustrzane odbicia składają się na mikroopowieść, w której „w Syrence kąpią się syreny” – dosłownie i w przenośni. To krótki antrakt w drodze między stolikiem a rozmową, miejsce na oddech i… idealne tło do zdjęcia.
Architektura smaków, architektura relacji
Syrenka jest zaprojektowana jak menu wspomnień. Zamiast dosłowności – sugestie; zamiast jednego mocnego gestu – kompozycja półtonów. Materiały pracują jak składniki: lastryko daje strukturę, światło – aromat, kolor – przyprawę, a ergonomia – sytość. W efekcie przestrzeń pachnie domem, ale nie jest rekonstrukcją przeszłości. To współczesny język gościnności, w którym wrażliwość spotyka się z funkcją.
Projektive Studio prowadzi tu klarowną narrację architektoniczną: zachowuje, co istotne (posadzka), porządkuje przepływy (układ sali i zaplecza), pracuje światłem (warstwowość), a detale traktuje jak nuty w przepisie. Dzięki temu Syrenka pozostaje spójna od progu po zaplecze – i tak samo prawdziwa w dzień jak wieczorem.












Projekt: Projektive Studio / Karolina Wilgucka-Burzyńska
Zdjęcia: Martyna Książewska
Zobacz inne realizacje pracowni Projektive Studio:
Rodzinne wnętrze z nutą Wesa Andersona