45-metrowe mieszkanie we Wrocławiu, zaprojektowane przez Dominikę Pakułę i Miłosza Wierzowieckiego z pracowni Studio Inne, to przestrzeń, która przeczy schematom. Niewielki metraż podzielono na dwa niezależne apartamenty, każdy o powierzchni niespełna 23 metrów kwadratowych. Choć powstały dwie realizacje, różne w charakterze i estetyce, dziś przyglądamy się bliżej pierwszej z nich – surowej, miejskiej i pełnej monumentalności.

Brutalizm w mikroskali

Założeniem projektu było stworzenie apartamentu o wyrazistym charakterze, który wprowadzi gości w atmosferę miejskiej surowości, a jednocześnie pozostanie przyjazny i wygodny. Kluczową rolę odegrała wysokość sufitu – mimo niewielkiej powierzchni wnętrze zyskało monumentalny wyraz, wzmocniony obecnością potężnej kamiennej kolumny. Wpisana w układ tak, by była widoczna z każdego miejsca, stała się centralnym elementem narracji architektonicznej.

Materiały ograniczono do betonu, drewna, kamienia i stali. To one budują całość – poprzez kontrasty faktur i kształtów tworzą przestrzeń ascetyczną, a zarazem bogatą w detale. Dzięki temu meble użyto oszczędnie, skupiając się na tych naprawdę niezbędnych.

Rzeźbiarskie łóżko i meble z odzysku

Najważniejszym elementem wnętrza jest łóżko – traktowane niemal jak rzeźba. Skonstruowane z odzyskanych desek paletowych, zwieńczone połyskującą stalą, odbija otoczenie i wprowadza dodatkową grę światła. Towarzyszą mu proste stoliki z betonowych bloczków i industrialna zabudowa przypominająca meblościankę, zbudowana z przemysłowych regałów. Ta multifunkcjonalna struktura pełni rolę szafy, półek, stolika, wieszaka, a nawet miejsca na telewizor – wszystko w jednym, bez utraty porządku i spójności.

Kuchnia, choć niewielka, została zaprojektowana z pomysłem. Wysuwana szuflada kryje płytę grzewczą, a całość uzupełniają podblatowa lodówka i modułowa zabudowa ze sklejki barwionej na zieleń. Nad blatem znalazły się cementowe płytki odzyskane z poniemieckiej kamienicy, dodające wnętrzu autentyczności i charakteru.

Łazienka – surowość i światło

Łazienka to kontynuacja brutalistycznej narracji. Falista ściana, betonowe tynki i stalowe detale tworzą spójną, monokolorystyczną całość. Kafelki ograniczono do minimum, zastępując je blachą i betonem. Umywalka spoczywa na ręcznie wykonanej szafce, nad którą zawieszono żeliwną lampę i trójkątne lustro w spawanej ramie. Nawet drzwi wykonano specjalnie na potrzeby projektu – półprzezroczysta szyba przepuszcza światło, zachowując jednocześnie intymność.

Przeczytaj też:  Wabi-sabi z nutą śródziemnomorskiego klimatu. Tak powstała „współczesna jaskinia Flinstonów”

Wnętrze otwarte na ogród

Choć apartament ma zaledwie 23 metry, udało się go otworzyć na zewnętrze. Prywatny ogródek, otoczony bujną zielenią w betonowych gazonach, stał się naturalnym przedłużeniem wnętrza. Pnącza zdają się wdzierać do środka, zacierając granicę między architekturą a naturą. Centralnym punktem ogrodu są masywne dębowe krzesła z drugiej ręki, które wprowadzają dodatkowy wymiar autentyczności.

Projekt Studio Inne pokazuje, że nawet najmniejsza przestrzeń może być monumentalna i pełna charakteru. To wnętrze, które bazuje na prostych materiałach i odważnych decyzjach, a jednocześnie nie rezygnuje z wygody użytkownika. Choć w tym samym mieszkaniu powstał drugi apartament – kolorowy i inspirowany klimatem Palm Springs – to właśnie ta realizacja dowodzi, że brutalizm i minimalizm mogą stać się opowieścią o bliskości z naturą, autentyczności i sile materiału.

Projekt: Studio Inne.

Zdjęcia: Zasoby Studio.