Podczas tegorocznych targów Warsaw Home & Contract 2025 w Nadarzynie zadebiutowała MOTE – nowa polska marka mebli, która zamiast efektownych instalacji wybrała ciszę, minimalizm i szlachetność materiału. Za strategią stoją dys.studio i Kamil Pączkowski, a projekt kolekcji prowadzi Mikołaj Dymowski. Filozofia jest czytelna: mniej formy, więcej sensu. Stoły z litego drewna mają być trwałe, adaptacyjne i emocjonalnie „użyteczne” – obecne w domu przez lata, nie przez sezon. Zapleczem jakości jest doświadczenie produkcyjne BHM, zakorzenione w polskim rzemiośle i pracy z drewnem.
Stoisko jak oddech
W hali F, pośród gęstych, przytłaczających momentami aranżacji, ekspozycja MOTE przypominała oszczędne wnętrze japońskie: półprzezroczyste tkaniny dzieliły przestrzeń na intymne „pokoje”, a lite drewno grało pierwszą rolę bez epatowania detalem. Każdą mikro-strefę centrował stół – zaproszenie do siadania, rozmowy, pracy. Kompozycja działała jak filtr hałasu: miękkie światło, rytm płaszczyzn, naturalna faktura. Wybór tej scenografii był manifestem – przeciw nadprodukcji bodźców, za jakością doświadczenia.

Meble na lata
Nazwa MOTE pochodzi od norweskiego møte – „spotkać się”. To rdzeń programu: stół jako punkt grawitacji domu. Premierę (czwartek, 23 października) poprzedziła prezentacja wartości marki: trwałość zamiast konsumpcji, multifunkcyjność zamiast przypadkowych dodatków, ręczne rzemiosło zamiast anonimowej produkcji. Goście – architekci, dziennikarze, miłośnicy designu – mogli zobaczyć stoły „w ruchu”: płynne rozkładanie, dyskretne szuflady porządkujące bieżące zajęcia, zmianę funkcji stołu w zależności od scenariusza dnia (praca → posiłek → spotkanie). To architektura codzienności w skali mebla.

Cztery modele, jedna logika
- Nivo – minimalistyczny, wielozadaniowy, zaprojektowany pod szybkie przełączanie trybów dnia i celebrowanie wspólnych chwil.
- Aulo – „porządek pod ręką”: ergonomiczna szuflada i czysta bryła, która nie konkuruje z wnętrzem.
- Selo – adaptacyjny i intuicyjny, z dyskretnym przechowywaniem wspierającym klar na blacie.
- Tira – esencja marki: minimalistyczna elegancja spotyka kunszt stolarski, wnosząc spokój i rytm drewna do przestrzeni.

Manifest przeciw sezonowości
MOTE mówi językiem trwałości. Lite drewno, oszczędna geometria, dopracowane łączenia – to elementy, które „czytają się” w czasie, a nie w chwili premiery. W świecie, w którym wrażenie często wygrywa z użytecznością, marka przypomina, że stół jest narzędziem życia: ma dźwigać pracę, posiłki, rozmowy i… milczenie. Stąd minimalizm – nie chłodny, lecz gościnny. To również odpowiedź na potrzeby inwestorów i projektantów: mebel bazowy, który unosi różne stylistyki, zamiast je dyktować.
Debiut MOTE nie był fajerwerkiem – był kalibracją. W głośnym pejzażu targów stoisko działało jak pauza, a kolekcja stołów – jak architektura spotkania: prosta w formie, konsekwentna w funkcji, osadzona w rzemiośle. Jeśli te targi miały swój kontrapunkt, to był nim właśnie ten wybór: cisza zamiast krzyku, jakość zamiast sezonu, stół zamiast instalacji. I to mówi o współczesnym designie więcej, niż niejedna spektakularna scenografia.






Zdjęcia: serwis prasowy MOTE.