Choć bardzo wiele kobiet kończy studia architektoniczne i pracuje w renomowanych biurach, wciąż zbyt rzadko to one są twarzami dużych projektów i właścicielkami firm. Katarzyna Buczkowska-Grobecka – architektka, założycielka Ktura Architekci – od lat idzie własną drogą w świecie, który długo pozostawał zdominowany przez mężczyzn. Projektuje głównie domy jednorodzinne i robi to z pasją, wyczuciem i zaangażowaniem, tworząc przestrzenie szyte na miarę życia ich przyszłych mieszkańców.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu, w którym architektka z pasją i autentycznością opowiada o kulisach swojej pracy, roli kobiet w branży, budowaniu relacji z klientami i prowadzeniu własnej pracowni. Zdradza, co daje jej największą satysfakcję, jak radzi sobie z wyzwaniami i dlaczego warto czasem po prostu… robić swoje. To inspirująca opowieść nie tylko o architekturze, ale też o odwadze, konsekwencji i projektowaniu życia na własnych zasadach.

Architektura jest jeszcze wciąż trochę „męskim światem”. Jakie były Twoje doświadczenia jako kobieta w tej branży? Z jakimi wyzwaniami się spotkałaś, a co dawało Ci poczucie satysfakcji i siły?

Branża architektoniczna jest w dalszym ciągu bardziej męskim światem. Zdecydowanie potrzebuje ona równowagi i zaproszenia a czasem po prostu wpuszczenia kobiety do środka. Rozdzielę tu architekturę wnętrz od architektury. We wnętrzach nadal jeszcze dominują kobiety, jednak gdy pojawiają się architekci wnętrz, a jest ich na szczęście coraz więcej, od razu środowisko ich wchłania. Są zauważani, zapraszani i doceniani. Chcemy z nimi porozmawiać, wymienić doświadczenia a przede wszystkim zobaczyć co i jak robią. W mojej ocenie, w architekturze kubaturowej niestety nie występuje analogiczne zjawisko na rzecz kobiet. Kierunki architektoniczne studiują w większości kobiety, tak było, jest i mam nadzieję, będzie. Za kulisami większych i dużych biur stoją architektki, to one pchają często tę machinę i stanowią fundamentalną część zespołów projektowych. Na froncie widzimy jednak przeważnie mężczyzn, czasem damsko męskie małżeństwa lub pary. Dzieje się tak z wielu przyczyn. Czasem to oczywiście wybór kobiet, często trudności w łączeniu życia zawodowego i rodzinnego, ale często obserwuję, że to coś więcej. Moim zdaniem to po prostu męska dominacja w branży, która nie do końca związana jest z samą architekturą.

Moje doświadczenia w tej kwestii są różne. Branża budowlana bywa trudniejsza dla kobiet. Od samego początku mojej drogi zawodowej ten temat był obecny. Po studiach pracowałam 2 lata na budowie. Byłam jedyną kobietą inżynier w kilkunastoosobowym męskim zespole i już samo to może być rodzajem eliminacji na samym początku drogi zawodowej. Doświadczyłam czasem nieprzychylnych komentarzy, wpisów na ścianach budowy, gwizdów z oddali od podwykonawców. Radziłam sobie z tym wtedy, bo trafiłam na kilku wspierających kolegów inżynierów. Kolejno pracując w świetnym poznańskim biurze architektonicznym i zdobywając doświadczenie projektowe, byłam pierwszą kobietą w historii tego biura, która zdobyła uprawnienia, i chyba pierwszą, która odeszła otwierając własną firmę. Wtedy usłyszałam „Kasia z domów nie da się wyżyć…” Do dziś to pamiętam. Zawsze wiedziałam, że chciałam mieć swoją firmę i dość szybko wiedziałam, że domy to będzie architektura, którą będę projektować.

Satysfakcję największą za każdym razem daje mi zrealizowany budynek, który zaprojektowałam i to, że jestem w stanie ósmy rok żyć z tego zawodu na swoim, robiąc architekturę, którą najbardziej lubię, łącząc pracę z codziennym życiem rodzinnym. To mi wystarczy, bo to bardzo dużo. To jest właśnie mój luksus, ale droga do tego momentu była wymagająca. Życzyłabym sobie i całemu środowisku architektonicznemu oraz naszym klientom, aby obecność kobiet w branży była bardziej widoczna.

Czy zauważyłaś, że Twoja perspektywa jako kobiety projektującej wnętrza i architekturę różni się od tej, którą prezentują mężczyźni? Jakie cechy „kobiecej” architektury wnosisz do swoich projektów?

Nie zauważyłam takiej różnicy, ale jestem pewna, że architektki projektują równie dobrze a często po prostu lepiej niż architekci. Lubią i doceniają detal, a na pewno szybko go czują. Nie wiem, czy cechy mojej architektury są kobiece, czy są po prostu moje. Sama nie widzę w niej kobiecych elementów, ale często słyszę: ”widać, że to Ktura” i to jest ok : ) Powiedziałabym, że „kobietę” w moim zawodzie wnoszę bardziej do relacji we współpracy z ludźmi z branży, z Klientami i Partnerami.

A co Twoim zdaniem powinno się zmienić, by więcej kobiet miało szansę na rozwój w branży architektonicznej? Czy są jakieś konkretne inicjatywy, które wspierają młode architektki?

Kobiety muszą uwierzyć w to, że są świetne i że są zdolne do projektowania i autoryzowania swojej architektury. Muszą uwierzyć, że mogą mieć swoje autorskie biuro i projektować swoją architekturę. Jednak, żeby to się stało, moim zdaniem konieczne jest wsparcie młodych architektek już na Studiach. To właśnie tam powinna się zacząć ta edukacja. Nauczanie na Uczelniach Wyższych powinno uwzględniać zdecydowanie więcej praktycznej wiedzy zawodowej, dotyczącej samego projektowania, ale też prowadzenia firmy, budowania relacji w branży i z potencjalnym Klientem. Młode Architektki powinny wiedzieć, jak się poruszać w tej branży od samego początku.

Stowarzyszenia architektoniczne dość łatwo i sprawnie mogłyby wspierać kobiecą architekturę poprzez organizowanie spotkań, szkoleń i budowaniu kobiecej społeczności architektonicznej. Tak, jestem przekonana, że to byłby dobry początek. W SARP-ie (Stowarzyszenie Architektów Polskich- tłum. redakcji) jestem od niespełna dwóch lat i zauważam, że dzieje się w nim coraz więcej ciekawych inicjatyw wspierających młodych w zawodzie. Osobiście staram się promować nasz zawód w kobiecej odsłonie. Bardzo mi zależy na tym, żeby przekonywać swoimi działaniami do tego, że kobiety mogą mieć swoje firmy projektowe i projektować i autoryzować swoją architekturę.

Prowadzenie jednoosobowej firmy projektowej to duża odpowiedzialność. Jak wyglądają kulisy Twojej pracy jako właścicielki i głównej projektantki? Jakie wyzwania napotykasz, a co daje Ci największą satysfakcję?

Tak, to wielka odpowiedzialność i niełatwe zadania. Dlatego 1 czerwca idziemy na wybory!!! Jakiś czas temu na potrzeby gościnnego wykładu ze Studentami UE i PP przygotowałam zestawienie, w którym obrazuje, jak procentowo układa się mój czas pracy. Prowadząc swoją firmę, osobiście projektuje zaledwie 30% czasu. Cała reszta to organizacja firmy, marketing, oferty, umowy, pozyskiwanie Klientów, rozmowy telefoniczne, sesje, eventy branżowe, delegowania zadań i korekty. Żeby ta maszyna chodziła, o wszystkie te elementy trzeba dbać, a selekcja projektów, ale też Klientów jest kluczowa. Tu nie powinno być miejsca na pomyłki. Choć czasem różnie bywa.

Przeczytaj też:  Terakotowa Armia. 8100 figur na straży cesarskiego grobowca

Największe wyzwania w prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej dla mnie to nagły nawet chwilowy, nieplanowany brak dyspozycyjność zawodowej spowodowany problemami zdrowotnymi. To bardzo trudny moment, bo umowy są, projekty są w toku, nadzór nie może poczekać, a czas leci. Wtedy jest naprawdę niefajnie, bo nie mam nikogo, kto zrobi to za mnie. Wtedy dużo zależy od tego, kogo masz po drugiej stronie a czasem niestety, jak bardzo chroni Cię Twoja umowa. Największą satysfakcję natomiast w mojej pracy niezmiennie daje mi moja zrealizowana architektura i zadowolony Klient. To combo to najlepsze co może mnie spotkać w tym zawodzie. Czasem czekam na to nawet kilka lat, ale warto : )

Praca na własny rachunek w architekturze to nie tylko projektowanie. Jak radzisz sobie z organizowaniem procesów biznesowych, komunikacją z klientami i organizowaniem finansów? Jakie masz sprawdzone sposoby na utrzymanie równowagi?

Myślę, że moje cechy charakteru i te, które wyniosłam z domu, są mi pomocne w codziennym prowadzeniu firmy. Jestem zorganizowana, bardzo zadaniowa i potrafię odmówić. Staram się planować pracę z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Pilnuje terminów i daje sobie czas na zdobycie odpowiedniego zlecenia. W roku robię ich zaledwie kilka, a czasem muszę na nie trochę poczekać.

Z ciekawostek z mojej małej firmy: ostatnio z moją Panią Psycholog wdrożyłam do swojej pracy tak zwany “skaner Klienta”, który w skrócie polega na tym, że będę dłużej i dokładniej poznawać się z potencjalnym Klientem, zanim podejmę z nim współpracę. Wiem już jak to zrobić i nie mogę się tego doczekać przy okazji nowego projektu. W finansach sobie radzę, dbam, aby była płynność, a ona jest mocno związana z kalendarzem i terminami. Można poprzez płatności zaliczkowe o to optymalnie zadbać od samego początku, już na etapie oferty i kolejno umowy. Ważna jest dla mnie też moja księgowa. Bez niej ani rusz!

Z racji tego, że specjalizujesz się głównie w architekturze mieszkaniowej jednorodzinnej – co sprawia, że wybrałaś tę konkretną niszę i co wyróżnia Twoje projekty w tym zakresie?

Ja bardzo szybko wiedziałam, że będę “robić domy”. Już 3 lata po studiach podjęłam tę decyzję, będąc jeszcze kolejne 4 na etacie. W projektowaniu domów rozkochał mnie mój były szef. Do dziś mam jego szkice, rysowane myśli na kartkach. Chłonęłam to jak gąbka. Z miesiąca na miesiąc te domy podobały mi się coraz bardziej. Chyba, dlatego że w tej architekturze człowiek jest tak bardzo blisko a wtedy ta architektura to coś więcej niż dobrze zaprojektowany budynek. Nie wiem co wyróżnia projekty “moich domów” Na pewno są proste, nieduże i mam nadzieje są najlepszymi dla ich mieszkańców. Dla mnie każdy z moich domów jest “jakiś”

Relacja z klientem to kluczowy element Twojej pracy. Co Twoim zdaniem sprawia, że współpraca z klientem jest udana i satysfakcjonująca dla obu stron? Jakie są Twoje najważniejsze zasady przy pracy z klientami?

Zbuduj relacje potem dom. Ta myśl towarzyszy mi cały czas. Moje najważniejsze cechy współpracy to zaufanie i lojalność, ciągły kontakt i rozmowa, poczucie jednego wspólnego celu, uszanowanie czasu i zasad współpracy, ale też ludzka wyrozumiałość i zaangażowanie obu stron. Nigdy nie przechodzę na ty z Klientem z mojej inicjatywy. Moim zdaniem nie trzeba skracać tego dystansu, żeby zbudować zdrową, fajną i długą relację z Klientem. Jednak myślę, że jest to dość indywidualne i trzeba się tu kierować trochę wyczuciem. To samo dotyczy relacji z Wykonawcą… ale o tym innym razem:).

Czy zdarzyły Ci się projekty, które wymagały szczególnego zaangażowania w procesie współpracy? Jak rozwiązywałaś trudne sytuacje, które pojawiły się podczas realizacji projektów?

Od razu do głowy przychodzą mi dwie współprace, które miała na przestrzeni lat. Około 6 lat temu współpracowałam z Klientami nad projektem przebudowy ich domu. Projekt koncepcyjny rozwijał się w dobrą stronę, był już na tyle zaawansowany, że rozpoczęłam projekt budowlany. Nagle Klienci chcieli wprowadzać zmiany tak istotne, że burzyło to zupełnie architekturę i założenia tego projektu. To były pomysły i zmiany rzucane po omacku i odbiegające od wstępnych wytycznych i oczekiwań. Zadziało się wtedy tak, ponieważ Klienci zaczęli konsultować projekt swojego domu z całym swoim otoczeniem, z dalszą rodziną i znajomymi. To niestety często nie jest najlepszy pomysł. Nie poddałam się i postanowiłam cofnąć się do samego początku i raz jeszcze przejść z nimi przez cały proces projektu koncepcji krok po kroku uwzględniając i analizując każdy ich pomysł. Zainwestowałam w te działania kilka spotkań i kilka tygodni pracy. Na końcu, kiedy moi Klienci mieli poczucie, że doszliśmy do dobrego zakończenia, wyciągnęłam wtedy z teczki mój pierwotny projekt, który poza drobnymi detalami nie różnił się niczym.

Bardzo podobną sytuację miałam całkiem niedawno.. Różnica była jednak zasadnicza. Od razu rozwiązałam umowę z tymi Klientami. Projektując dom dla rodziny, podejmujemy współpracę czasem na kilka lat. To czas projektu, uzgodnień, nadzory skończywszy na wnętrzach i wykończeniowce. Jeżeli już w tak wczesnej fazie koncepcji zapali się czerwona lampka ostrzegawcza, trzeba dobrze wybrać i czasem się wycofać, bo możemy wtedy zyskać więcej. W tej pracy relacje z drugą osobą są bardzo ważne.

Jak ważna jest dla Ciebie osobista więź z klientem, czy wolisz raczej utrzymywać dystans w relacjach zawodowych? Jak udaje Ci się znaleźć balans między profesjonalizmem a bliską współpracą z inwestorem?

Nie zależy mi na osobistej więzi z Klientem. Nazwałabym ją raczej dobrym partnerstwem. To chce zbudować od początku. Pewien dystans w wielu sytuacjach pomaga i jest komfortowy. Mam kilku Klientów, z którymi przeszłam na ty od samego początku, bo taką propozycję od nich otrzymałam. Z jednymi z nich nawet spędzamy wspólnie czas wolny, ale zanim do tego doszło minął dobry rok od zakończenia całej inwestycji.

Budowanie marki osobistej to ważny element kariery każdego profesjonalisty. Jak udało Ci się zbudować swoją markę w architekturze i co uważasz za kluczowe w tworzeniu pozytywnego wizerunku?

Na początku Ktura pomysł był inny. Cofnę się jednak jeszcze wcześniej… Pomiędzy pracą na etatach a Ktura współtworzyłam duet projektowy z moją koleżanką. Byłyśmy już bardzo blisko tego, aby na poważnie rozpocząć wspólną architektoniczną drogę zawodową. W ostatnim momencie ten pomysł nie doszedł jednak do skutku.

Przeczytaj też:  Nikodem Rozbicki i Bartłomiej Kraciuk otwierają UKOI Mikrokino

W lipcu 2017 roku założyłam swoją autorską firmę projektową Ktura Architekci. Moim celem wtedy było zatrudnienie kilku architektów i prowadzenie małej kilkuosobowej firmy projektowej, która zajmuje się projektowaniem architektury jednorodzinnej. I tak pierwsze lata mijały, w tym czasie zatrudniłam kilka architektek, ale nie ukrywam, że nie było to dla mnie łatwym zadaniem, ponieważ trudno było mi rozbudzić w nich takie zaangażowanie, jakie ja miałam, jak pracowałam na etacie. Po prostu nie potrafiłam wtedy może odpowiednio dobrać ludzi do swojego zespołu. Powodów mogło być wiele. Miałam też jedno nieprzyjemne doświadczenie z jedną z nich, które mnie zniechęciło na tyle, że przestałam walczyć o to, żeby mieć wtedy ten zespół na stałe. Odpuściłam. Po półtorarocznej przerwie na moje macierzyństwo wróciłam do mojej codziennej pracy. A bardzo mi się chciało i to właśnie wtedy, czyli niespełna kilka lat temu zaczęłam świadomie kreować swoją markę osobistą w architekturze.

Zaczęłam też angażować się w inne aktywności około architektoniczne, które przynoszą mi ogrom satysfakcji jak dzielenie się doświadczeniem z młodszymi lub prelekcje, wykłady i spotkania branżowe. Mam przekonanie, że ja moją markę cały czas buduję i jestem jeszcze na początku. Robię to zupełnie na czuja, nie mam większego planu. Jeżeli w branży dzieje się coś ciekawego i ważnego albo w czymś biorę czynny udział, albo zaprojektuję i zrealizuję moją architekturę, to się tym dzielę, bo jest to dla mnie interesujące. Myślę, że kluczem w tworzeniu pozytywnego wizerunku jest autentyczny przekaz i częste wychodzenie ze strefy własnego komfortu.

Czy masz jakąś strategię promocji swoich usług lub projektów, czy raczej stawiasz na rekomendacje i wprowadzenie do branży przez współpracę z innymi projektantami? Jak wygląda Twoja obecność w mediach społecznościowych i na portalach związanych z architekturą?

Rekomendacje są niewątpliwie najskuteczniejszym, najłatwiejszym i najtańszym narzędziem promocji moich usług. Jednak to nie wszystko. Trzeba oczywiście dbać o swój wizerunek w mediach społecznościowych i branżowych. Udzielam właśnie tego wywiadu, więc to jest właśnie na przykład to moje zadbanie o ten aspekt obecności w branży. Fakt jest jednak taki, że ten rodzaj pracy związanej z promocją swoich usług przychodził mi zawsze bardzo łatwo i dość szybko. Nawet nie nazwałabym tego praca, choć z pewnością nią jest.

Czy kiedykolwiek czułaś, że projektowanie Twojego osobistego wizerunku było trudniejsze niż samo projektowanie przestrzeni? Jakie były kluczowe momenty w Twojej karierze, które pozwoliły Ci wyjść na „wierzch” w branży?

Promocja moich usług nigdy nie wydawała mi się jakkolwiek trudna. Jak miałam przekonanie, że robię dobrze swoją pracę i że mi się ona podoba, podzielenie się tym faktem z innymi nie sprawiało mi problemu, tym bardziej że miało to potencjalnie przynieść mi też kolejne projekty i zlecenia. Wierzyłam w to, co robię i zawsze miałam z tego fun. Wtedy to może przychodzić łatwiej.

Dla mnie osobiście najważniejszym momentem był z pewnością projekt konkursowy organizowany przez amerykański magazyn evolo na wieżowiec przyszłości, który zaprojektowałyśmy wspólnie z moją koleżanką. Został on wtedy zauważony i doceniony przez międzynarodowe jury. Wtedy dostałam wiatru w żagle i chciałam jeszcze więcej. Potem było jeszcze kilka przełomowych dla mnie momentów na mojej drodze zawodowej związanej już bezpośrednio z architekturą jednorodzinną.

Jakie cechy według Ciebie powinna mieć architektka, by stać się rozpoznawalna na rynku? Co może pomóc młodszej koleżance po fachu, która dopiero stawia pierwsze kroki w tej branży?

Jak będzie konsekwentna, asertywna, pracowita, cierpliwa i otwarta to pomoże jej to na pewno w tym zawodzie. Musi robić swoje, nie oglądać się za siebie i pamiętać, że architektura jest kobietą ; )

Wartości, które przyświecają Twoim projektom, muszą być również widoczne w Twojej marce osobistej. Jakie są trzy słowa, które najlepiej opisują Ciebie jako projektantkę i jako osobę?

To trudne pytanie. ”Ktura, prosta, jakaś”

Jest coś, co chciałabyś dodać, jeśli chodzi o Twoje podejście do pracy i do twórczości architektonicznej? Może masz jakieś motto lub zasadę, która codziennie towarzyszy Ci w pracy?

Dla mnie najważniejsze jest robić na co dzień to, co się lubi. Kolejno jest cała reszta. Banalne, ale ja naprawdę nie mam innej ważniejszej myśli. Czasem jak zboczę z kursu albo dopada mnie jakaś niepewność lub oglądam się zbyt często za siebie… wracam do myśli. “Kasia, rób swoje!” albo dzwonię do siostry lub rozmawiam z mężem : ) Oni to moi najlepsi doradcy.

Na koniec – co najbardziej lubisz robić po pracy? Jak odpoczywasz od architektury i czym się relaksujesz, aby znaleźć inspirację do kolejnych projektów?

Przede wszystkim to jest sport. To najbardziej lubię i tak odpoczywam. Rower, siłownia, czasem tenis a zimą narty. Najbardziej jednak tęsknię za siatkówką. Nie wiem, dlaczego jeszcze do tego nie wróciłam. Ostatnio odkryłam też szybkie spacery w lesie i przy wodzie. Koi mnie to bardzo.

Kasiu, dziękujemy za tę szczerą, mądrą i inspirującą rozmowę. To była prawdziwa przyjemność – i przywilej – posłuchać, jak „robi się swoje” z takim sercem i konsekwencją.

Fot. Fotografy i Przemysław Turlej

***

Katarzyna Buczkowska-Grobecka: architektka IARP, członkini SARP i założycielka pracowni Ktura Architekci. Studiowała na Politechnice Poznańskiej oraz na Via University College w Danii. Domy to jej największa pasja. Od 14 lat realizuję projekty przestrzeni prywatnych i komercyjnych. Na swoim koncie ma wiele realizacji, które są publikowane w mediach branżowych w Polsce i poza nią. Podczas wykładów ze studentami dzieli się swoja wiedzą i doświadczeniem. Odsłania kulisy prowadzenia małej firmy architektonicznej i zdradza jej drogę do zawodu. Obecność Studentów kierunków architektonicznych w codziennej pracy jest dla niej bardzo ważna. Ta ciągła wymiana myśli, doświadczeń i energii, najlepiej wpływa na kreowaną architekturę i przestrzeń.

W mojej architekturze najważniejszy jest człowiek. Przestrzeń musi koić, wspierać i nieustannie współgrać. Wierzę, że architektura ma na nas ogromny wpływ w domu, w pracy i na ulicy. Nasza głowa, emocje i relacje będą zaopiekowane tylko w dobrym otoczeniu. Moim kluczem do udanego projektu jest ciągła rozmowa i szczery kontakt z Klientem oraz tworzenie wspólnie z nim do samego końca.