Żeby zobaczyć świat oczami Julie Mehretu nie wystarczy przejść obok jej obrazów raz. Trzeba przyjrzeć się im z różnych perspektyw, z daleka i z bliska. A niekiedy nawet wyjść z wystawy – po to, żeby wrócić i zobaczyć ją raz jeszcze. 

Kairos / Wariacje duchologiczne to wystawa twórczości Julie Mehretu, amerykańskiej artystki o polskich korzeniach, urodzonej w 1970 roku w Etiopii. Tytuł ekspozycji łączy ideę antycznego kairosu – krytycznego punktu zwrotnego – z duchologią francuskiego filozofa Jacques’a Derridy – koncepcją rzeczywistości nawiedzaną przez widma niedomkniętej przeszłości.

Wystawa prezentuje prace z różnych etapów twórczości Mehretu i ta różnorodność sprawia, że mamy szansę naprawdę zanurzyć się w sposób, w jaki artystka postrzega i przekształca rzeczywistość, poznać jej filozofię pracy i prześledzić praktykę artystyczną na przestrzeni lat. Praktyka ta rozpoczyna się od analitycznych diagramów z końca lat 90., rozwija przez rysunki i akwarele, prace na papierze i folii z początku naszego wieku, by przejść we współczesne wielkoformatowe płótna, które są wielowarstwowym komentarzem do czasów, w których żyjemy. Artystka nie nazywa w jednoznaczny sposób swoich poglądów, jednak mnogość i wyrazistość artystycznych komentarzy do wydarzeń, które znamy z mass mediów lub w nich uczestniczyliśmy, mówi sama za siebie. Jak wir, prace Mehretu wciągają nas we współodczuwanie zdarzeń opisanych mocnymi abstrakcyjnymi gestami.

Zrozumienie tego, kim dziś jesteśmy i w jakim miejscu się znajdujemy, jest zadaniem niezwykle abstrakcyjnym, chaotycznym i pełnym niepewności. Żyjemy pośród licznych sprzeczności, które nas kształtują – dlatego są to czasy wyjątkowo złożone i trudne do uchwycenia – mówi Julie Mehretu.

To poczucie chaosu, niepewności, sprzeczności, które Mehretu oddaje na swoich olbrzymich płótnach, jest szczególnie odczuwalne w największej sali MSN, zresztą architekt muzeum Thomas Phifer projektował je z myślą o tym, by galerie dawały pracom dużo oddechu. Płótno, które wychodzi na pierwszy plan to Invisible Line (Collective) / Niewidzialna Linia (Zbiór). Już sam format (3,47 x 7,58 m) budzi respekt i zaciekawia, by podejść bliżej, a wręcz symbolicznie “wejść” w obraz. Z daleka woła nas monumentalne dzieło, z bliska rysuje się świat niemal mikroskopijnych śladów. Oglądając tę pracę odnosi się wrażenie, że artystka namalowała ją patrząc “przez lupę”.

Julie Mehretu, Black City. Dzięki uprzejmości artystki oraz Marian Goodman Gallery i carlier _ gebauer, Berlin. Fot. Tim Thayer

Zamówiony do Kolekcji Pinault, obraz ten został stworzony specjalnie do weneckiego Punta della Dogana, budynku byłego morskiego urzędu celnego z XVII wieku, odrestaurowanego i zaadaptowanego na muzeum sztuki współczesnej przez Francois Pinault w 2009 roku. Uchwycone w pracy nowojorskie budynki, “zaszyte” przez artystkę w mapę geometrycznych figur, kresek i mniej oczywistych kształtów, z oddali tworzą cieniowaną chmurę-mapę miasta, które dzisiaj jest centrum międzynarodowego handlu, nawiązując do historycznej funkcji Wenecji. Natomiast z bliska, zwłaszcza kiedy podejdzie się z boku i spojrzy pod kątem, można zobaczyć komputerową siatkę, przywołującą na myśl siatki ulic, wyświetlane na ekranach FBI w filmach akcji. 

Przeczytaj też:  Surrealistyczne przestrzenie – Leonora Carrington w intymnej biografii Joanny Moorhead

Co oznaczają kolorowe kreski naniesione gdzieniegdzie na płótno? Na to pytanie można odpowiedzieć samemu sobie, zgodnie z życzeniem artystki, celowo zostawiającej nam pole do interpretacji. Warto spędzić z tą pracą dłuższą chwilę, spojrzeć na nią z różnych perspektyw i nawiązać z nią osobisty dialog. I z czasem odkryć dla siebie kolejne linie, również te symboliczne, niewidzialne dla oka.

W tej samej sali znajduje się ekspozycja prac z cyklu TRANSpaintings [TRANSobrazy] – prezentowanych w rzeźbiarskich aluminiowych rusztowaniach (Upright Brackets) autorstwa Nairy Baghramian. Ta seria prac czerpie z relacji mass mediów o wydarzeniach ostatnich lat, m.in. inwazji Rosji na Ukrainę. Półprzezroczyste, dwustronne obrazy oddają jaskrawość wydarzeń będących przedmiotem tego cyklu, ale też rozmywają się niemal w niebyt w procesie wielokrotnego przeskalowywania wyjściowych fotografii, w efekcie czego pozostają z nami tylko powidoki cytowanych zdarzeń, układające się w kanwę, na której artystka tworzy kolejne warstwy znaczeń. Równocześnie zawiera się w nich – jak mówi artystka  – „to inne światło, które wciąż skądś się wydobywa, które wciąż jest możliwe”.

Julie Mehretu, TRANSpaintings (SKULL) [TRANSobrazy (CZASZKA)], 2023, tusz i akryl na siatce poliestrowej. Dzięki uprzejmości artystki oraz White Cube. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Fot. Alicja Szulc

Mehretu mapuje świat — nadaje mu kwartały, przecina liniami, zaznacza punkty styku, a jednocześnie daje do zrozumienia, że wszystko, co nas otacza i w czym funkcjonujemy, jest jedną wielką plątaniną kształtów, mniej lub bardziej wyraźnych. Od tej “mapy” wychodzi, a potem jej prace stają się bardziej płynne, głębsze, zamazane — jakby chciała oddzielić się od rzeczywistości mleczną szybą. Robi się duszno, niepewnie, gubimy kształty i jakby wpływamy w mocno rozmytą i niepewną rzeczywistość. A raczej jej odległe echo. Na tym etapie twórczości artystki szerszy plan ustępuje wąskim kadrom. Rzeczywistość staje się jakby ściśnięta, rejestruje pojedyncze zdarzenia. Nie widzimy już świata z lotu ptaka, widzimy obraz skupiony przez soczewkę na jednym wydarzeniu, często jednej osobie.

Przeczytaj też:  Galeria Craftica debiutuje na targach NOMAD w Saint Moritz

W jednej z sal ekspozycyjnych umieszczone zostało rozbudowane kalendarium, w którym artystka – obok obrazów medialnych – zgromadziła artefakty związane ze zdarzeniami z życia publicznego, ale też z prywatnego. Kalendarium rozpoczyna wpis z roku 1905, kiedy pradziadek artystki o nazwisku Dychtwald emigruje z Piotrkowa Trybunalskiego do Stanów Zjednoczonych. To ten polski akcent w biografii amerykańskiej artystki, miło poruszający serce.

Julie Mehretu. Dzięki uprzejmości artystki. Fot. Josefina Santos

Prace Mehretu powstają długo, niektóre z nich nawet rok. Sama artystka przyznaje, że niekiedy nie pamięta już niektórych rzeczy, które umieściła na płótnach. Nie zdradza też do końca, jak powstają jej prace, nie dookreśla również, co chce w nich w pełni pokazać. Kończy pracować nad obrazem wtedy, kiedy po prostu czuje, że jest skończony. Wolą Mehretu jest, by nie zamykać obrazów w ramach konkretnej interpretacji, choć przyznaje, że dla niej samej każdy z nich został zainspirowany konkretnym punktem wyjścia. Możliwość eksperymentowania i przypadkowości dopuszcza zarówno w procesie tworzenia, jak i obcowania z jej sztuką.

Wystawa Julie Mehretu KAIROS/WARIACJE DUCHOLOGICZNE w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa do 30 sierpnia 2026.