W świecie zdominowanym przez masową produkcję i powtarzalne formy, są miejsca, które wciąż pielęgnują ideę rękodzieła, szacunku do materiału i kunsztu tworzenia. Jednym z nich jest To & Owo Stare na nowo – rodzinna stolarnia ze Śremu, której historia zaczęła się w przedwojennej Polsce, a dziś – po latach przerwy – została reaktywowana przez wnuka założyciela. Z pasją, odwagą i wsparciem najbliższych.

Z Janem Nowakiem, kontynuatorem tej wyjątkowej tradycji, rozmawiamy o pokoleniowym dziedzictwie, urokach forniru, osobistym podejściu do klienta i przyszłości rzemiosła.

Wasza stolarska tradycja sięga 1937 roku. Jak wyglądała ewolucja pracowni przez te wszystkie dekady?

Początek naszej historii to działalność mojego dziadka Walentego, który rozpoczął swoją przygodę ze stolarstwem w okresie międzywojennym. Później pracownię przejął jego najmłodszy syn, mój tata – Marek. W 2022 roku, po 45 latach prowadzenia działalności i zrealizowaniu setek projektów, tata przeszedł na emeryturę. Stolarnia na moment zamilkła. Aż do stycznia 2024 roku – wtedy porzuciłem pracę w zupełnie innej branży i reaktywowałem rodzinny zakład. Zakres usług się zmienił, ale jedno pozostało niezmienne – szacunek do prawdziwego rzemiosła i dbałość o każdy detal.

Jaką rolę odgrywa dziś pokoleniowa wiedza w codziennej pracy?

Z działalnością dziadka zapoznałem się głównie przez opowieści ojca. Ale jego narzędzia – stare heble, ręczne wiertarki – są z nami do dziś. To muzealne skarby, które pokazują, jak niesamowite rzeczy można było stworzyć prostymi środkami. W ostatnim roku miałem zaszczyt pracować z tatą ramię w ramię – dzień po dniu uczyłem się nowych technik, poznawałem maszyny, zdobywałem doświadczenie. To był niezwykle cenny czas.

Fot.: Archiwum prywatne Stolarnia TO&OWO

Co sprawia, że ręczne wykonywanie mebli nadal ma sens w świecie masowej produkcji?

Każdy mebel wykonany ręcznie jest unikatowy – nie da się stworzyć dwóch takich samych blatów z naturalnego forniru. Po rozmowie z klientem projektuję meble dopasowane do jego potrzeb, stylu i wnętrza. Rozmiar, kształt, materiał – wszystko można dopasować. To niemożliwe w masowej produkcji.

Dlaczego stawiacie na naturalne forniry i lite drewno?

Bo są niepowtarzalne. Klienci szukają czegoś wyjątkowego – a to właśnie oferuje naturalny fornir. Każdy kawałek ma swój rysunek, kolor, charakter. To jak praca z żywym materiałem.

Przeczytaj też:  Czego unikać ubezpieczając dom lub mieszkanie?

Wasze stoliki kawowe uchodzą za małe dzieła sztuki. Jak wygląda proces ich powstawania – od pomysłu do gotowego mebla?

Przy naszych standardowych stolikach wszystko zaczyna się od wyprawy do hurtowni fornirów i wybraniu materiału na blaty. Używamy popularnych gatunków jak jesion, dąb czy orzech, ale bardzo lubimy sięgać po egzotyczne gatunki jak palisander Santos, jabłoń indyjska, laurto preto czy afrykańskie etimoe. Te egzotyczne gatunki mają swoje „himery”, ale odwdzięczają się piękną barwą i bogatym usłojeniem.

Następnie zaczynamy proces projektowania i układania poszczególnych liści forniru w gotowe blaty. To najbardziej czasochłonny i wymagający największej precyzji moment, trzeba idealnie dopasować wcześniej przygotowane kawałki forniru. Później gotowe blaty trafiają na hydrauliczną prasę i zaczyna się obróbka oraz wykończenie blatów. Ostatnim etapem jest lakierowanie natryskowe, które zabezpiecza blaty na długie lata.

Skąd czerpiecie inspiracje?

Z projektów, które kiedyś wykonali moi rodzice. Z mediów społecznościowych. Ale też z mebli znalezionych gdzieś przypadkiem – tworzymy coś z niczego, np. komody z elementów starego łóżka czy biurko z szafek nocnych. Często współpracujemy z projektantami, realizując ich pomysły.

Od dekady zajmujecie się też renowacją ikon polskiego designu.

Renowacja ikon polskiego designu to coś, na co wpadła moja Mama jakieś 15 lat temu, kiedy taki „recykling” dopiero w Polsce raczkował. I tak powstało To & Owo Stare na nowo – wspólnie z Tatą przywrócili do życia tysiące krzeseł i foteli z tamtych lat. Na pewno w naszej pamięci zapadły takie modele jak Fotel typu 300-139 Stefan z Swarzędzkiej Fabryki Mebli o świetnej linii podłokietników, najbardziej popularny fotel „z tamtych lat” model 366 projektu J.Chierowskiego, czy fotel 364 projektu Barbary Fenrych Węcławskiej.

Fot.: Jan Nowak z ojcem – Markiem Nowakiem, archiwum prywatne Stolarnia TO&OWO

Jakie są najczęstsze wyzwania w przywracaniu świetności meblom z lat 60.? Czy często odkrywacie „skarby” w bardzo złym stanie?

Każdy stary mebel to osobna historia. Trafiają do mnie meble w przeróżnym stanie, często mocno nadszarpnięte przez ząb czasu i to zwykle one mają dla klientów największą wartość emocjonalną. Często musimy dorobić brakujące lub uszkodzone elementy, zdarza się również, że mebel przez lata był domem dla wszelakiego rodzaju „drzewnych robaczków”, z którymi trzeba się uporać.

Jak łączycie klasyczne techniki z nowoczesnym podejściem do designu?

Zawsze staram się dowiedzieć, czego klient oczekuje. Klasyczna renowacja jest dla nas ważna, ale często dodajemy od siebie „coś więcej” – kolor, stal, tynki dekoracyjne. Chodzi o to, by zachować ducha mebla, ale też dopasować go do nowoczesnych wnętrz.

Przeczytaj też:  Litografia — co to jest i na czym polega?

Wasze projekty to miks materiałów – co najbardziej w tym lubicie?

Eksperymentowanie! Łączenie faktur i kolorów daje ogromną frajdę. Dzięki temu nasi klienci otrzymują unikatowe meble – często pojedyncze egzemplarze. Niektóre pomysły trafiają w odstawkę, ale inne okazują się strzałem w dziesiątkę.

Fot.: Archiwum prywatne Stolarnia TO&OWO

Jak wygląda współpraca z klientem indywidualnym?

Ludzie przynoszą do nas swoje wspomnienia i marzenia. Przy nowych meblach – marzenia. Przy renowacji – emocjonalne historie. Praca z takimi osobami to czysta przyjemność.

Co sprawia Wam największą satysfakcję w bezpośrednim kontakcie z osobami, które do Was trafiają?

Właśnie te historie, które „przynoszą” do nas potencjalni klienci. Nie jesteśmy wielką manufakturą, każdego obsługuję osobiście i to właśnie cenię sobie najbardziej – możliwość poznawania super ludzi i często ich niesamowitych historii. Oczywiście jeśli istnieje taka możliwość, to zachęcam do osobistego dostarczenia mebli do naszej pracowni, ponieważ jestem wtedy w stanie poznać właścicieli i lepiej zrozumieć ich oczekiwania.

Wasz showroom w Śremie to coś więcej niż miejsce prezentacji.

To przestrzeń z duszą – dawna stolarnia mojego dziadka i taty. Pełna pamiątek i historii. Chcę, by klienci mogli poczuć klimat rzemiosła, poznać nasze procesy, zrozumieć, jak powstaje mebel.

Fot.: Archiwum prywatne Stolarnia TO&OWO

Jak widzicie przyszłość rzemiosła?

Rzemiosło nigdy nie było dla większości. I nigdy nie zniknęło. Masowa produkcja ma swoje miejsce, ale my robimy coś innego. Jeśli znajdziemy odpowiednich klientów – a coraz częściej tak się dzieje – to nasze miejsce w świecie designu będzie niezachwiane.

Gdybyście mieli opisać swoją pracownię jednym zdaniem?

„Historia, którą warto poznać”.

Dziękuję za rozmowę i podzielenie się tak osobistą, a zarazem inspirującą opowieścią o rzemiośle, rodzinnej tradycji i miłości do tworzenia.

Rozmawiała Joanna Kielar.